Ryszard Solski, prezes i CEO agencji Solski CommunicationsEpidemia z pewnością będzie miała poważne konsekwencje dla branży PR. Może nie tak poważne, jak dla branży reklamowej, bo i budżety są u nas znacznie skromniejsze, ale dla wielu agencji ten czas może być bardzo trudny. Gdy kilku klientów na raz zamrozi wydatki na PR, dla mniejszych agencji to nawet może być kwestia przetrwania. Ale i większe agencje poniosą straty, będą musiały ograniczać koszty, a nawet redukować zatrudnienie – bo przecież w każdej agencji to właśnie jest największy koszt.

Sądzę, że stosunkowo łatwiej będzie przetrwać tym agencjom, które skupiają się na budowaniu wizerunku klientów, ich relacji z otoczeniem zewnętrznym, doradztwie komunikacyjnym i kryzysowym – a więc tym, dla których wynagrodzenie za czas pracy spędzony na takich działaniach, czyli tzw. fee income, to 70-80% ich przychodów. Przez te agencje nie przechodzą duże budżety klientów – które teraz nagle znikną. Natomiast doradztwo czy działania wizerunkowe, CSR, utrzymywanie relacji z otoczeniem – będą nadal, a może nawet bardziej niż wcześniej, potrzebne. Zresztą już w tej chwili obserwujemy wzmożone zainteresowanie doradztwem na wypadek kryzysu, szkoleniami i działaniami antykryzysowymi, także w mediach społecznościowych. Natomiast agencje, dla których tego typu działania nie stanowią tzw. core business, które w ostatnich latach bardziej stawiały na komunikację marketingową, produkcję kontentu, organizację dużych kampanii, eventów – mogą mieć o wiele trudniej. Nie dlatego, że coś robią źle, ale dlatego, że klienci w pierwszej kolejności będą zamrażali właśnie te budżety. Co zresztą już widać np. w branży eventowej czy szkoleniowej.  W podziale wertykalnym, można zakładać, że w trudniejszej sytuacji będą agencje specjalizujące się w obsłudze tych branż, które najbardziej ucierpiały w wyniku pandemii – handlu, gastronomii, hotelarstwa, turystyki, czy transportu – ale także produkcji pewnych kategorii dóbr szybkozbywalnych, na które jest teraz mniejszy popyt.

Jak się rozwinie sytuacja w dłuższej perspektywie – no cóż, nie mam szklanej kuli, ale widzę dwa możliwe scenariusze. Pesymistyczny zakłada, że gospodarka światowa, także polska, długo jeszcze będą odczuwały skutki tegorocznego kryzysu. A przed nami jeszcze takie kwestie jak starzenie się społeczeństwa, zmiany klimatyczne, kolejne kryzysy migracyjne, być może nowe wirusy. Większość ekspertów i tak, jeszcze przed wybuchem epidemii, wieszczyła recesję. A w tej sytuacji szanse na utrzymanie dotychczasowego, 4-5 procentowego, tempa rozwoju branży PR w Polsce i na świecie, będą także niewielkie. Z drugiej strony – te warunki zapewne wymogą na branży zasadnicze przemiany, agencje będą musiały dostosować się do nowej sytuacji, zmienić sposób pracy i podejście do potrzeb klientów. I jeśli większości agencji się to uda, to widzę szanse na bardziej optymistyczny scenariusz.

Cały artykuł został opublikowany na stronach Wirtualnemedia.pl.